Rewolucja na mieroszowskim rynku

Mieroszowski rynek w najbliższym czasie czeka rewolucja, na miarę wyburzenia pomnika przyjaźni polsko-radzieckiej. Czy jednak w natłoku zadań i kosztów, wystarczy w naszym skromnym budżecie na remont spróchniałych ławek, bieżące koszenie trawy i sprzątanie rynku? O tym niestety Burmistrz Mieroszowa nie wspomina już ani słowem, podobnie zresztą jak o kosztach tej swoistego rodzaju rynkowej rewolucji.

Na swoim Facebookowym profilu Burmistrz Mieroszowa Marcin Raczyński dumnie informuje mieszkańców, iż „Rozpoczynamy wdrożenie zmian organizacji ruchu w mieroszowskim rynku i jego okolicach. W pierwszym etapie nastąpi likwidacja wewnętrznego parkingu. Sprawi to m.in., że mieszkańcy siedzący na ławkach w rynku nie będą zmuszeni do oglądania zaparkowanych samochodów z odległości jednego metra.”. Już wkrótce zniknie szpecąca go niebieska budka, którą zastąpi stół do gry w szachy, a „następnie wymieniony zostanie mało uroczy słup ogłoszeniowy” oraz zostanie zamontowana kurtyna wodna. „Przygotowywana jest także dokumentacja dotycząca zamontowania oświetlenia podcieni - czyli pod tak zwanymi filarami wieczorem będzie jasno. Następny krok to podświetlenie budynku magistratu”.

Czyż to nie rewolucja? Niestety jak uczy mieroszowska rzeczywistość to co oczywiste, nie zawsze okazuje się prawdziwe. I tak jak przy termomodernizacji budynku Publicznej Szkoły Podstawowej w Mieroszowie, nie przewidziano i nie uznano za celowe nawet w dodatkowym budżecie, wymiany ponad 100 letnich drzwi wejściowych do klas – tak i w tym przypadku może się okazać, iż już wkrótce ławeczki spróchnieją do końca, a rynek zarośnie trawą i zamiast stać się wizytówką Mieroszowa, stanie się rezerwatem przyrody.

Tekst i foto: Marcin Flieger

Skomentuj

Przed dodaniem komentarza upewnij się, że podałeś swoje imię i adres e-mail. Jednak bez obaw! Nie będzie on widoczny przy Twoim komentarzu.