Góry Suche, czyli wulkaniczne korzenie Sudetów

Dzięki uprzejmości Autora bloga "W Które Góry?" (link) prezentujemy Państwu bardzo ciekawy artykuł o wiele mówiącym tytule "Góry Suche, czyli wulkaniczne korzenie Sudetów".

Na dziecięcych rysunkach góry przedstawiane są najczęściej jako strome trójkąty. Okazuje się, że w Polsce można znaleźć pasmo górskie łudząco przypominające takie wizualizacje. Ze względu na swe strome zbocza i szczyty wyniesione ponad głębokie doliny, góry te nazywane są często „sudeckimi Tatrami”. Nazwa ta nie jest wcale na wyrost, gdyż pomimo zdecydowanie mniejszej wysokości, w zdobycie niektórych z tutejszych wzniesień trzeba włożyć naprawdę ogromny wysiłek. Zapraszam w Góry Suche.

Osoby lubiące ciężkie brzmienia mogą przeczytać niniejszy artykuł z podkładem muzycznym. Poniższy tekst traktuje poniekąd o Sudetach, które niczym feniks odradzają się z popiołów, dlatego polecam Wam włączenie utworu Phoenix norweskiej grupy blackmetalowej Satyricon. Jako, że obcowanie z górami oraz z muzyką najlepiej realizować "na żywo", zachęcam do odsłuchania wersji utworu wykonanej wspólnie z chórem norweskiej opery narodowej oraz występującym gościnnie piosenkarzem Sivert'em Høyem. W zasadzie to cały koncert jest godny polecenia. Życzę miłych wrażeń wzrokowo słuchowych!

Góry Suche stanowią jedno z czterech pasm składających się na Góry Kamienne, czyli łańcuch górski położony pomiędzy Karkonoszami i Rudawami Janowickimi na zachodzie, Górami Wałbrzyskimi na północy, Górami Sowimi na północnym wschodzie oraz Górami Stołowymi na południu. Góry Suche są największym, najwyższym, najbardziej zróżnicowanym oraz najdalej na wschód wysuniętym członem tego łańcucha. Poza nimi do Gór Kamiennych wliczyć należy jeszcze Pasmo Lesistej Wielkiej, Góry Krucze i Czarny Las. Tymi pasmami zajmiemy się jednak w przyszłości. Póki co skupię się na Górach Suchych, gdyż jest się tutaj czym zachwycać.

Góry Suche, podobnie jak całe Sudety, mają długą i skomplikowaną historię. Aby zrozumieć ich obecny kształt należy przyjrzeć się historii geologicznej całego regionu. Zacząć należałoby od tego, iż Sudety są górami, które były wypiętrzane dwukrotnie. Najpierw, podczas orogenezy hercyńskiej w okresie permu, czyli ponad 250 milionów lat temu. Powstałe wtedy góry uległy jednak z czasem stopniowej erozji i zrównaniu oraz przykryciu warstwą osadów lądowych i morskich, głównie piaskowców, zlepieńców i łupków ilastych. W wyniku tego procesu ich teren niemal zupełnie się spłaszczył. Gdyby nie późniejsza orogeneza alpejska, która najsilniejszą fazę miała około 60-50 milionów lat temu (choć w zasadzie trwa do teraz), dzisiejszych Sudetów w ogóle by nie było. Niemniej jednak góry te odrodziły się niczym feniks z podlinkowanej piosenki.

"Down through a thousand years 
White embers whistle and crack
And when the fire's work is done 
Our time to be reborn"

Ponowne wypiętrzenie tych gór miało jednak dość nietypowy przebieg, gdyż warstwy geologiczne nie zostały sfałdowane, jak to najczęściej bywa. Płaska i sztywna skorupa ziemska została tutaj potrzaskana na kilkanaście bloków, które zostały następnie wydźwignięte na różną wysokość. Dlatego góry tego typu nazywa się zrębowymi. Ich geneza tłumaczy chociażby charakterystyczny, płaski kształt Gór Stołowych, które stanowią wyniesiony i zerodowany blok skalny. Erozja ma tu ogromne znaczenie. Samo wypiętrzenie nie nadało bowiem Sudetom ich dzisiejszego kształtu. Dopiero odbywające się później procesy erozyjne ukształtowały znaną nam dzisiaj rzeźbę masywów, w tym charakterystycznych stożków Gór Suchych. Stożki te zbudowane są ze skał osadowych i wulkanicznych pochodzących z różnych okresów – od karbonu po górną kredę, jednak ich zasadniczym budulcem są porfiry i melafiry mające swoje korzenie w okresie permu. Są to więc głównie skały powstałe podczas pierwszego wypiętrzania Sudetów. Okres ten charakteryzował się intensywną działalnością wulkaniczną. Stąd też charakterystyczny, stożkowy kształt tych gór. Nie oznacza to jednak, że są to dokładnie zachowane, wygasłe wulkany. Są to raczej pozostałości po prastarych kominach wulkanicznych, po potokach lawowych, które wylewały się na powierzchnię ziemi oraz po intruzjach magmowych, które wdzierały się między skały osadowe. Twory te w wyniku trwających miliony lat procesów geologicznych zostały przykryte przez późniejsze skały osadowe tworzące się na dnie nieistniejących już mórz, a następnie zostały ponownie odkryte w procesach denudacyjnych po tym, jak morze ustąpiło z tych terenów a powierzchnia została po raz kolejny wypiętrzona. Skały osadowe są bowiem znacznie miększe od wulkanicznych, więc woda z upływem czasu wypłukała je, tworząc w jednych miejscach fantazyjne kształty w skałach piaskowcowych, np. w Górach Stołowych lub też odsłaniając na nowo porfiry i melafiry na innych terenach, jak to miało miejsce w Górach Suchych. To dzięki erozji można oglądać tam niezwykle zróżnicowaną rzeźbę terenu. Na stokach Gór Suchych znajdują się efektowne osuwiska skalne. Ich linia grzbietowa z większej odległości sprawia przez to wrażenie niespokojnej i poszarpanej, wypełnionej licznymi oraz stromymi stożkami. Pomiędzy nimi wyryte są wąskie i głębokie doliny wcinające się w zbocza, z których spora ilość to doliny suche, pozbawione cieków wodnych, od których miejsce to wzięło swą nazwę.

Nie będę obecnie opisywał wszystkich atrakcji tego pasma, ponieważ jest ich sporo a zwiedzenie niektórych z nich jest nadal przede mną. Mam jednak zamiar wracać tam w przyszłości, więc zapewne nadrobię jeszcze zaległości i opiszę dla Was takie miejsca jak Czerwone Skałki, które są najbardziej efektownymi odsłonięciami skał wulkanicznych, ruiny zamków Radosno i Rogowiec, czy miejscowość Sokołowsko, która nazywana jest „śląskim Davos”. Póki co zabiorę Was jednak na wędrówkę po najwyższej części Gór Suchych.

Na wycieczkę wybrałem się sporo przed wschodem słońca. Kiedy pierwsze jego promienie wydobywały już ze świata barwy dnia, ja nadal byłem w trasie, jednak zatrzymałem się na piękne widowisko w okolicach Ślęży -  świętej góry dawnych plemion pogańskich zamieszkujących te tereny. Na zdjęciu główne pasmo Masywu Ślęży. Od lewej: Ślęża, Radunia, Czernica i Świerkowa.

Świerkowa oraz wschodzące słońce.

W przeciwnym kierunku, za polami, za lasami, wznosiły się Góry Sowie, ponad którymi kłębiły się jeszcze poranne mgły.

Po przejechaniu niespełna trzydziestu dodatkowych kilometrów moim oczom ukazał się taki oto widok na Góry Wałbrzyskie. Na zdjęciu najwyższy szczyt tych gór, czyli Borowa. Na prawo od niej Wołowiec, Mały Wołowiec i grzbiet Dłużyny.

Za tymi szczytami, po części w chmurach, kryją się Góry Kamienne, czyli cel mojej wyprawy.

Wjeżdżając w Góry Kamienne przenoszę się w zupełnie inny, w pełni zimowy świat. Już tutaj można zauważyć charakterystyczne dla tych gór stożkowe kształty. Szpiczasta góra na zdjęciu to Rogowiec, na którym znajdują się ruiny średniowiecznego zamku. Na prawo od niego jest Jeleniec. Oba szczyty mam zamiar odwiedzić w niedalekiej przyszłości. 

Spod Unisławia Śląskiego widać dobrze grzbiet Bukowca i Granicznej.

Z dalszego zakątka Unisławia można również podziwiać Stożek Wielki, będący dawnym kominem wulkanicznym.

Jeszcze jedno ujęcie Stożka Wielkiego.
Z tego miejsca wszedłem najpierw na Pasmo Lesistej Wielkiej, jednak relację stamtąd zamieszczę w osobnym artykule.

Obecnie udajemy się w samo serce Gór Suchych, czyli na Przełęcz Trzech Dolin. Zawdzięcza ona swą nazwę unikalnemu położeniu, dzięki któremu schodzą się w niej doliny trzech potoków: Rybnej, Sokołowca i Złotej Wody. Ponadto spotykają się tutaj trzy główne grzbiety Gór Suchych. Z przełęczy tej rozpościera się piękny widok na najwyższy szczyt tych gór, czyli na widoczną poniżej Waligórę.

W 1933 roku na Przełęczy Trzech Dolin wybudowano schronisko górskie. Inicjatorem budowy był  Wałbrzyski Związek Górski, a właściwie to Waldenburger Gebirgsverein. Trzeba bowiem pamiętać, że ziemie te należały wtedy do Niemiec. Pomysłodawcą był Andreas Bock, ówczesny prezes związku, od którego imienia schronisko przyjęło swą nazwę "Andreasbaude". W 1936 roku schronisko odwiedziła królowa holenderska Wilhelmina wraz z córką księżną Julianną, która uczyła się tam jazdy na nartach. Po II wojnie światowej Polacy jedynie spolszczyli oryginalną nazwę budowli, honorując tym samym jego historię i po dziś dzień brzmi ona "Andrzejówka". W 1953 roku, niedługo po utworzeniu PTTK, obiektowi próbowano co prawda nadać  imię Mirosława Krajewskiego, jednak nazwa ta nie przyjęła się wśród turystów.

źródło: fotopolska.eu 

W 1944 roku, czyli pod koniec II wojny światowej, schronisko zostało przejęte przez hitlerowców. Początkowo utworzono tam ośrodek wypoczynkowo-szkoleniowy dla Hitlerjugend. W ostatnich miesiącach wojny obiekt został zajęty przez Wehrmacht, który utworzył w nim siedzibę grupy obrony przeciwlotniczej. Na zdjęciu oprócz schroniska widać nie zalesiony jeszcze ówcześnie wierzchołek Waligóry.

źródło: fotopolska.eu 

Na Przełęczy Trzech Dolin znajduje się węzeł licznych szlaków turystycznych. Ja ruszam stąd szlakiem żółtym na Waligórę.

Pokonana przeze mnie z tego miejsca trasa (link).

Na podejściu na Waligórę przekonuję się dlaczego góry te nazywane są "sudeckimi Tatrami". Zbocze jest naprawdę bardzo strome a w dodatku przykryte  grubą warstwą śniegu, która dodatkowo utrudnia podejście. Szczerze mówiąc, było to moje najbardziej ekstremalne podejście zimowe. Nawet tatrzańskie się nie umywały, choć może dlatego, że tam zawsze miałem raki. Niemniej jednak szlak ten na pewno nie należy do łatwych a już szczególnie w warunkach zimowych.

Wysiłek jednak w pełni się opłacił - kolejny szczyt Korony Gór Polskich zdobyty.

Jeszcze większą nagrodą były warunki panujące na szczycie.

Tak wspaniałej zimy chyba nigdy wcześniej nie widziałem.

Wszystko wokół pokryte było grubą warstwą szadzi i śniegu.

Czułem się wręcz jak w baśniowej Krainie Narnii.

Na Przełęczy pod Suchawą, już po zejściu z Waligóry.

Zbocze, po którym przed chwilą schodziłem.

To z kolei jest zbocze, którym jeszcze wcześniej wdrapywałem się z mozołem na Waligórę.

To natomiast Waligóra w całej swej zimowej krasie.

Wchodząc na Suchawą, zza zbocza Klina wyłania się powoli Borowa w Górach Wałbrzyskich.

Wraz z pokonywaniem wysokości warunki ponownie stają się coraz bardziej surowe i zimowe.

Po chwili wchodzę na kolejny z najwyższych szczytów Gór Suchych - Suchawą.

Jest to zalesiony szczyt ale można w kilku miejscach znaleźć prześwity z widokiem na Bukowiec i widoczny w tle Wałbrzych.

Widok w kierunku pasma granicznego na zejściu z Suchawy.

Po prawej widać już stoki kolejnego stożka, na który za chwilę trzeba będzie się wspiąć.

Jest nim Kostrzyna. Na zdjęciu widać końcowy fragment podejścia na jej wierzchołek.

Z jej zboczy rozlega się widok na Pasmo Lesistej Wielkiej, czyli drugie co do wielkości pasmo Gór Kamiennych.

Widok spod szczytu Kostrzyny w kierunku, z którego przyszedłem - na Suchawą.

Na prawo od niej wznosi się niższy szczyt Czarnek, na który nie prowadzi żaden szlak turystyczny.

Czarnek i pasmo graniczne.

Jeszcze jeden, szerszy widok z Kostrzyny w kierunku północno zachodnim. W centralnej części zdjęcia widać Lesistą Wielką z Dzikowcem i Sokółką. Całkiem po prawej są zbocza Bukowca. Samotne szczyty w oddali, na lewo od niego, to Mniszek i Trójgarb w Górach Wałbrzyskich. Natomiast na horyzoncie po lewej górują nieco zamglone Karkonosze przechodzące w środku zdjęcia w Rudawy Janowickie.

Zbliżenie na Sokółkę, Dzikowiec i Mniszek.

Ze szczytu Kostrzyny roztacza się jednak znacznie szersza panorama. Na północy króluje Bukowiec.

Na północnym wschodzie wdzięczy się Borowa wraz z Wołowcem.

Na wschodzie z kolei widać Suchawą i Turzynę. Ponad nimi ustrzeliłem tarczę Księżyca.

Kolejnym i jednocześnie ostatnim szczytem w tym paśmie jest Włostowa.

Powoli trzeba szykować się do zejścia w Kotlinę Sokołowską.

Z niej z kolei będę ponownie udawał się w górę na widoczne tu pasmo graniczne.

Wraz z obniżaniem wysokości, otaczający mnie górski krajobraz coraz szybciej skrywa się między drzewami. Później szlak wiedzie w dół stromą leśną ścieżką, na której nie w głowie było mi fotografowanie zważywszy, że zmierzch już niemal zapadł a miałem do przejścia jeszcze prawie 10 km.

Po zejściu do Bednarskiego Jaru ponownie wyciągnąłem aparat.

Zaraz go jednak schowałem, gdyż ponownie drapałem się w górę przez las a warunki oświetleniowe nie były już sprzyjające. Zrobiłem jednak z niego jeszcze pożytek dwukrotnie tego wieczora. Pierwszy raz, zaraz po osiągnięciu grzbietu granicznego, stanowiącego również część Gór Suchych. Czesi nazywają to pasmo Javoří hory. Roztacza się stąd dobry widok na Góry Stołowe, widoczne na ciemnym horyzoncie. Zdjęcie zrobione z Przełęczy Sokołowskiej.

W okolicach szczytu Koziny zrobiłem jeszcze jedno nocne zdjęcie z widokiem na Góry Suche i wznoszący się ponad nimi Księżyc.

Reszta trasy była typowo nocną wędrówką z latarką. Do Andrzejówki dotarłem dość późno i z przyjemnością zakopałem się w wykupionym, cieplutkim łóżku, gdyż byłem mocno zmęczony po całodziennym marszu przez zaśnieżone szlaki. Poza powyższą trasą przeszedłem bowiem wcześniej jeszcze podobnej długości pętlę przez Pasmo Lesistej Wielkiej, którą opiszę niebawem.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że Góry Suche wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie! Mimo, iż są to niskie góry, gdyż żaden z ich szczytów nie przekracza kilometra wysokości, to jednak potrafią porządnie zmęczyć człowieka. Ich szlaki są strome i nie należą do najłatwiejszych, przez co nawet bardziej wprawieni wędrowcy znajdą tam coś dla siebie. Większość obszaru porastają sztucznie nasadzone lasy świerkowe, które wprowadzono po XIX wiecznych przemysłowych wycinkach lasów pierwotnych, jednak wędrując tamtędy nadal odczuwa się sporą dzikość otaczającej przyrody. Pomaga w tym zapewne utworzony w 1981 roku Park Krajobrazowy Sudetów Wałbrzyskich. Pomimo sporego zalesienia, ze zboczy górskich roztaczają się liczne i szerokie widoki, które potrafią zaprzeć dech w piersiach. Szczerze polecam wybieranie się na tamtejsze szlaki.

Permanent Travel
Artykuł pochodzi z bloga "W Które Góry?" (http://www.wktoregory.pl/)
i został opublikowany na łamach Serwisu za zgodą Autora.

Skomentuj

Przed dodaniem komentarza upewnij się, że podałeś swoje imię i adres e-mail. Jednak bez obaw! Nie będzie on widoczny przy Twoim komentarzu.