Projekt Heidelberg - dzika górska rezydencja Księżnej Daisy
Foto: Magdalena Sakowska

Projekt Heidelberg - dzika górska rezydencja Księżnej Daisy

Niedawno (na łamach WałbrzychDlaWas.info) pisaliśmy o Ma Fantaisie, leśnym azylu księżnej Daisy nieopodal zamku Książ. Nie wszyscy wiedzą, że księżna ma na swoim koncie jeszcze jedną leśną rezydencję, w miejscu, którego raczej nie kojarzy się ani z nią, ani z Książem.

Najwyżej położony dom w okolicy Wałbrzycha?

Mamy rok 1913. Heidelberg (dzisiejsza Waligóra,  934 m. n. p. m.) najwyższy szczyt pasma, przestaje być dziką, niedostępną górą. Na południowym stoku poniżej szczytu jest wycinana duża połać lasu, wkrótce pojawiają się robotnicy i ładunki drewna oraz kamieni. Robotnicy zajmują się przygotowywaniem wykopów pod fundamenty dwóch budynków. Mistrz murarski A. Grosser z Mieroszowa wpisuje sobie w terminarz nowe duże zlecenie, a architekt wrocławski Otto Rädtler prowadzi korespondencję z małżonką księcia von Pless, ustalając szczegóły.

"Przygotowuję dla siebie mały dom w lesie, który Hans dał mi dwa lata temu. Powinnam była zabrać się za to wcześniej, ale nie byłam pewna, czy Hans udzieli mi potrzebnych funduszy. Zamierzam się tam przenieść na czas przebudowy Książa" – napisze Daisy w swoich pamiętnikach pod datą 15 czerwca 1915.

Foto: Magdalena Sakowska

Co wiemy o tym miejscu? Zachowały się nie tylko stare zdjęcia, na których dobrze widać duży piętrowy budynek z murem pruskim i parterową dobudówką, a powyżej niego budynek gospodarczy, w którym mieściła się owczarnia, a który do dziś jest opisywany gdzieniegdzie jako stare schronisko (być może rzeczywiście służył w takim celu zanim wybudowano Andrzejówkę?) Zachowały się też dokumenty we wrocławskim archiwum, z których wynika, że budynek był wykonany na wzór pałacu myśliwskiego w Promnicach koło Pszczyny (ulubionego domu Daisy), a projekt stworzyła firma z Londynu, Humphrey Limited.

Chciała tam stworzyć własny świat

Pałacyk myśliwski na Waligórze nie miał swojej nazwy, inaczej niż Ma Fantaisie. Prosto z lasu wchodziło się do małego przedpokoju, po lewej był salon i pokój Daisy, po prawej jadalnia z pięcioma oknami i charakterystyczną okrągłą wieżyczką, za jadalnią był westybul i garderoba, stamtąd wchodziło się do parterowej części, gdzie była kuchnia i pomieszczenia dla służby. Budynek miał nawet WC i łazienki na parterze i na piętrze, miał też centralne ogrzewanie, oświetlenie, dwie klatki schodowe, na piętrze była sypialnia i buduar Daisy, które miały dwa balkony. Przygotowując pałacyk księżna być może nie spodziewała się, czym on się dla niej stanie, gdy będzie już gotowy.

To był dom rozwodowy Daisy, co zostało opisane w „Siostrach”. Zaproponowała mężowi układ, separację: w oczach świata mieli zostać małżeństwem, ale mieszkać już osobno i prowadzić oddzielne życie. Daisy na pewno decydowała o tym, jak ten budynek ma wyglądać. Ściany miały być całe z drewna, a dach kryty strzechą. Wiemy, że myślała o budowie już w 1911 roku, a przedstawiciele firmy byli nawet w Książu. Projekt kosztował 1197 funtów – mówi Mateusz Mykytyszyn z Fundacji Księżnej Daisy.

Projekt dotyczył nie tylko drewna, kamieni i słomy. Daisy wierzyła, że odtworzy na stokach Waligóry swoje życie rodzinne z dziećmi. Dla każdego z synów przygotowała osobny pokój, a średni Lexel posiał dookoła domu łubin, jeden z jej ulubionych kwiatów. Zamierzała zapraszać na swoją górę „tylko lubianych przeze mnie ludzi z różnych krajów, których sama będę dobierać, bez wypominania, że nie należą do „Naszego Świata”, świata kłamstwa i obłudy!” (Barbara Borkowy, „Siostry. Daisy von Pless i Shelagh Westminster”, Wałbrzych 2016). Musiała mieć dość, kiedy pisała te słowa, ale życie znowu zakpiło z jej projektu.

Życie miało swój projekt...

Jak symbol ulotności naszych marzeń brzmiał zapis w projekcie, że budynek musi być tak wykonany, aby łatwo można go było zdemontować bez uszkodzenia struktury i przenieść w inne miejsce. Tak się rzeczywiście stało. Jak mówi Mateusz Mykytyszyn, został prawdopodobnie wywieziony w latach 20-tych, może do Austrii, gdzie w górach Hochbergowie mieli swoje posiadłości. Daisy już wcześniej rozstała się ze swoim ostatnim sudeckim domem, z którego okien roztaczał się nieopisany widok na góry Kamienne i Sowie.

Kiedy powstawał, powoli stało się oczywiste, że postępująca choroba, prawdopodobnie stwardnienie rozsiane, odbiera księżnej władzę w nogach i będzie musiała sobie poszukać bardziej miejskiego otoczenia. A mąż nie chciał jej warunków, chciał rozwodu, chciał sobie znaleźć nową żonę. Gdy jej dom na Waligórze był gotowy, Daisy wyprowadziła się z Dolnego Śląska, jak sądziła – na zawsze. Kiedy po latach wróciła do Książa sparaliżowana, prawdopodobnie już nigdy nie odwiedziła swojego ulubionego miejsca w Górach Kamiennych.

Foto: Magdalena Sakowska

A ono wciąż w pewien sposób istnieje, choć w ruinach obu budynków rosną wysokie świerki, a otoczenie zmieniło się nie do poznania. Ciągle można rozpoznać trzy charakterystyczne okna owczarni i całkiem nieźle zachowały się fundamenty pałacu. Widać, że do budowy użyto rodzimego czerwonego melafiru. Widok na dolinę łomnicką poniżej wciąż zapiera dech w piersiach. A w odwiedzającym budzi podziw, co potrafi zrobić drzewo, żeby utrzymać się na kamiennym murze...

Magdalena Sakowska, 2016 r.

Artukuł opublikowany 06.11.2016 r. na łamach serwisu WałbrzychDlaWas.info
(http://walbrzych.dlawas.info/historia/ksiezna-daisy-projekt-heidelberg-dzika-gorska-rezydencja-zdjecia/cid,9400,a),
Znajdą w nim Państwo pełną galerię zdjęć oraz wiele innych bardzo ciekawych artykułów poświęconych naszemu regionowi.

2 komentarzy

  • Marcin Flieger
    Marcin Flieger sobota, 03, grudzień 2016 13:11

    Niestety nie wiedziałem ale z całą pewnością jest to bardzo interesujący temat. O jakim filmie mowa?

    Odpowiedz

  • Wojtek
    Wojtek sobota, 03, grudzień 2016 09:58

    Witam,
    jestem mieroszowianinem od urodzenia, więc trochę już minęło, chodzę tam na spacery często, ale nie wiedziałem, że to pałacyk Daisy. Myślałem, ze to jakaś warownia. A wiesz, że kręcono tam film wojenny ?
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Skomentuj

Przed dodaniem komentarza upewnij się, że podałeś swoje imię i adres e-mail. Jednak bez obaw! Nie będzie on widoczny przy Twoim komentarzu.