Wspomnień czar 1980-2000

W PRL`u nie przyszło mi żyć zbyt długo. Było to zaledwie kilkanaście lat, mojego dzieciństwa, z których większości i tak już dziś nie pamiętam. Było to jednak wystarczająco długo, żeby zapamiętać pochody 1 Majowe oraz procesje Bożego Ciała. Dwie imprezy masowe, w których prócz zmieniających się prowadzących uczestniczyły te same twarze...

Życie wówczas było zupełnie inne. Pustych półek jakoś nie pamiętam, za to kolejki i stanie za cukrem niestety tak... Żyło się inaczej, nie tylko dlatego, że nie było MTV i DVD, a termin ADHD jeszcze nawet nie istniał... praktycznie niczego wówczas nie było – magnetofon kasetowy Grundig to była nowość, walkmany wielkości cegłówki pojawiły się kilka lat później, nawet o poczciwym Atari jeszcze nikt wtedy nie myślał... Kolorowy telewizor produkcji ZSSR Rubin był towarem deficytowym, którego zakup graniczył z cudem... Nikt wtedy nawet nie śnił o telewizorach 3D wyświetlających obraz HD...

Był za to skup makulatury i butelek, gdzie można było bez problemu podreperować kieszonkowe. Za dwie reklamówki butelek udało mi się kupić moją pierwszą i ostatnią zarazem wędkę, cóż z tego, że kołowrotków nie było – miałem wędkę to było wówczas najważniejsze. Na obszarze Gminy Mieroszów funkcjonowało kilka mniej lub bardziej prestiżowych lokali, które wówczas nie interesowały mnie zupełnie, w przeciwieństwie do księgarni w której spędzałem długie godziny. Jednak te miejsca rozsławiały Mieroszów na cały świat... Jakie było moje zaskoczenie kiedy na początku lat 90`tych mając zajęcia z tzw. native speakerem języka angielskiego, po standardowym „I`m living in Mieroszów.” padło z jego ust „Mieroszów? „Gwarek” is still open? ...”. No i oczywiście cała godzina zleciała na opowiadaniu jak to się bawiło w pobliskiej Kowalowej, ubarwiając to oczywiście opowieściami o Millenium, i o dziwo Barze Pod Złotym Kłosem. Nie był to taki zwykły Anglik. Kochał podróżować, zwiedził niemalże cały świat, człowiek legenda notabene... Należy tu także wspomnieć o setkach osób które w taki czy inny sposób spędzały wakacje i ferie na terenie naszej gminy – większość z nich pamięta o tym do dziś... Czasem można ich spotkać nie tylko w pociągu, nie tylko autobusie, nawet w samolocie na drugim końcu świata - wystarczy jedynie na pytanie z kąd jesteś odpowiedzieć po prostu "z Mieroszowa"... 

W szkole karmiono nas oczywiście propagandową sieczką, organizując co chwilę akademie wychwalające przyjaźń polsko-radziecką. Kultura, czy też propaganda, przeżywała swoje bardzo dobre lata... W Kinie odbywało się kilka seansów dziennie...  Zajęcia pozaszkolne były normalne, nie było żadnych problemów z ich istnieniem i finansowaniem. Szkoła wychowywała i uczyła. Nie żyło się w takim pośpiechu jak dziś, w wilczym pędzie kariery i „posiadactwa”... Przy Domu Kultury działało mnóstwo sekcji zainteresowań, to tam właśnie wywołałem swoje pierwsze zdjęcia...

W połowie lat 80`tych nastąpiła odwilż... pojawiło się pierwsze wideo w mieście, pierwsza „satelita” i pierwsze ZX Spectrum... Piractwo audio-wizualne rozpoczynało swą złotą erę. Akademia Policyjna pokazywała świat nam wówczas nie znany... Komputery, jak szumnie wtedy nazywano Atari i Commodore, dawały rozrywkę o której nikt wcześniej nawet nie śnił...

Widokówka "Mieroszów. Rynek". Autor zdjęcia: J. Sowiński. Wydawnictwo: ARS, 1997 r.

Transformację ustrojową roku 1989 przeżyłem już bardzo świadomie. Nagle zrobiło się bardzo kolorowo. Sklepy, jak grzyby po deszczu, pojawiały się niemalże każdego dnia, ciesząc oczy pełnymi półkami. W początku lat 90`tych nastąpił prawdziwy „wysyp” lokalnej przedsiębiorczości. Otworzyła się granica i zaczęto zwozić do polski tani alkohol z Czech. Przygraniczne Starosin nagle zmieniło się w prawdziwe miasto, z niezliczoną liczbą sklepów pełną hektolitrów podrabianego alkoholu... Złoty Bażant i grillowany kurczak z ostrym czeskim ketchupem chyba na zawsze pozostanie w mojej pamięci... Mrówczy proceder przybrał wydźwięk ogólnokrajowy. Po tani alkohol przyjeżdżali ludzie z całej Polski, nie po butelkę czy dwie, pakowano całe samochody... Łatwe pieniądze były równie łatwo trwonione – dziś nie ma nawet śladu po ówczesnych milionerach...

W samym Mieroszowie wzrosła także liczba pubów, dyskotek i tzw. lokalnej gastronomii. Maratonem nazywaliśmy wieczorne wyjścia w miasto, kiedy to rozpoczynało się zabawę w Mini Barze (dziejsza Rampa), przechodząc następnie do Baru Uniwersalnego (ul. Wolności), z którego zahaczając obowiązkowo o Solo (dawne przedszkole) szło się do Piwniczki, z której oczywiście odwiedzało się Madam w Rynku (1-sze piętro tzw. Milenium), kończąc zabawę grubo w nocy w Barze Margo... Imprezy, że tak powiem wyjazdowe na dyskotekę w Kowalowej, Edenie czy Sokołowsku również należały do normalności... Jeszcze w 1990 r. istniała cenzura, kiedy to teoretycznie za wulgarny przekaz – w praktyce krytykę systemu, swój występ na Parkowej Górze zakończył punkowy zespół Masturbacja... Godzinami grało się w bilard i rzutki – kolejne owoce przemian ustrojowych... 

Fragment widokówki "Mieroszów. Rynek". Autor zdjęcia: B. Ranowicz. Wydawnictwo: Bartek, 1998 r.

Byli ludzie, były pieniądze i co chyba najważniejsze dobry klimat... Dziś po przeszło 15 latach Mieroszów wymiera o 20:00, większość ludzi o ile nie emigrowała, zamyka się w swych własnych fortecach ciesząc oczy kolorową telewizyjną papką... Jest cisza i spokój, puste ulice i ciemność ogarniająca miasto po północy... Mieroszów tak chętnie wówczas odwiedzany przez wałbrzyszan dziś świeci pustkami... W barach – dzień świstaka, te same twarze i ten sam cotygodniowy schemat... Godzina 19:34 wchodzi Henio, zamawia browara, siada przy maszynie, którą opuszcza tuż przed 22:00, ukradkiem obserwuje salę, patrząc na Zosię, Kasię i Tomka... sącząc kolejnego browara, spala papierosa i wychodzi do domu, aby raz jeszcze powrócić tu w następny piątek o 19:34, wypić dwa browary, spalić kilka papierosów, spróbować szczęścia na automatach i popatrzeć na Zosię, Kasię i Tomka...

To co było nie do pomyślenia jeszcze dekadę temu dziś jest normalnością... Wszechogarniający marazm i stagnacja... Ostatnio coś się jednak zmieniło... Henio nie może już palić przy maszynie, musi wyjść z Baru – kolejny efekt, kolejnych, tym razem europejskich przemian... Co by tu jednak nie napisać, zawsze będę kochał wracać do tego miejsca – tak jak setki z nas mieroszowian!

Marcin Flieger, 2011 r.

Zdjęciem przewodnim do artykułu jest widokówka "Mieroszów", wydana przez Krajową Agencję Wydawniczą w 1984 r. Autor zdjęcia: L. Surowiec.