Listy ze śląskich wód - wspomnienia z Görbersdorf
Pozdrowienia z Sokołowska (Gruss aus Görbersdorf), wydawca: Fritz Vogel, ok. 1900 r.

Listy ze śląskich wód - wspomnienia z Görbersdorf

Nie tak dawno jeden z czytelników serwisu Gmina Mieroszów Dawniej i Dziś zapytał czy można rozszyfrować korespondencję, która znajduje się na części widokówek "Pozdrowienia z...". Temat oczywiście pozostaje otwarty na przyszłość ale już dziś chciałbym zaprosić Państwa do lektury fragmentów XIX-wiecznych artykułów i pamiętników dotyczących Sokołowska.

Artur Zieliński w swojej książce "Listy ze śląskich wód" zebrał i opracował wspomnienia ze wszyskich dolnośląskich kurortów i sanatoriów, nie zapominając oczywiście o Sokołowsku, któremu poświęcił kilka stron. Jest to na pewno bardzo ciekawa i pouczająca lektura, do której zapraszam Państwa już dziś...

Listy ze śląskich wód
z czasopism i pamiętników XIX-wiecznych wybrał i opracował Andrzej Zieliński

Sokołowsko - uzdrowisko o charakterze klimatycznym przeznaczone dla chorych na gruźlicę. Powstało za sprawą lekarza Hermanna Brehmera (1826-1889), twórcy fizykalno-dietetycznej metody leczenia gruźlicy płuc. Wybrawszy tę miejscowość jako najbardziej odpowiednią dla swych celów leczniczych, osiedlił się tutaj w 1854 r. i w roku następnym stworzył swój zakład, który stał się wzorem dla wszystkich późniejszych sanatoriów przeciwgruźliczych. Lekarze polscy żywo interesowali się osiągnięciami kuracyjnymi zakładu. Przez pewien czas asystentem dra Brehmera był dr Alfred Sokołowski, znakomity ftyzjatra, od którego nazwiska utworzono po 1945 r. nazwę miejscowości (poprzednia - Görbersdorf - nie posiadała dawnego odpowiednika polskiego). Informacje o tym „jedynym w swoim rodzaju zakładzie” (określenie Sokołowskiego) dość często pojawiały się na łamach polskiej prasy. Wśród pacjentów nie brakowało nigdy Polaków; stale ordynowali tu polscy lekarze. Na początku 1901 r. zmarła tutaj przebywająca na kuracji powieściopisarka i nowelistka Ludwika Godlewska1.

1872

Görbersdorf, d. l czerwca 1872

Zakład leczniczy dra Brehmera (dla osób cierpiących na piersi) cieszy się wielkim powodzeniem. Bawi tutaj obecnie już 155 osób. Z każdym dniem przybywają nowi goście, którzy się muszą mieścić na wsi, gdyż w zakładzie nie ma miejsca. Pod względem mieszkań wielka tu niewygoda. Przybyło tutaj po raz pierwszy kilku Anglików na kurację. Zostajemy tutaj pod rygorem wojskowym. Dr Brehmer i jego asystent dr Dettweiler jest nieubłagany w przestrzeganiu diety przepisanej. Bierzemy natryski z wody zimnej, pijemy wino węgierskie, a niejednemu suchotnikowi włosy na głowie powstają na samą myśl leczenia wodą zimną i winem. Skutki tej kuracji w wielu wypadkach są świetne.
Z Warszawy bawi tutaj kilkanaście osób wysłanych przez dra Chałubińskiego i dra Baranowskiego2.

„Zdrojowiska", nr 3.

1874

Położenie zakładu jest nader uroczym. Rzadko zdarza się spotkać miejsce tak od przyrody uposażone, a w którym i ręka ludzka nie próżnowała. Piękne budynki zakładowe leżą wśród obszernego ogrodu starannie utrzymywanego, w części przyozdobionego klombami z pięknych kwiatów, w części zaś tworzącego dziki zagajnik, zwany pospolicie ogrodem angielskim. Całość poprzecinana jest licznymi drogami i ścieżkami, szerszymi i węższymi, wijącymi się tu i ówdzie oraz przedłużonymi po górach okolicznych w ten sposób, aby i dla słabszych wejście było możebnym. [...]
Do zakładu leczniczego w ściślejszym zakresie należą: piękny główny budynek (Kurhaus) dwupiętrowy, obszerny, wzniesiony w stylu maurytańskim z basztami i kopułą, wewnątrz zaś przyozdobiony na sposób staroniemiecki, mieszczący [...] do 40 pokoi mieszkalnych, tak zwany Biały Dom piętrowy z 20 i Villa Rosa z 16 pokojami. [...]
Görbersdorf [Sokołowsko] nie jest ani zdrojowiskiem, ani zakładem leczniczym w ogólnym znaczeniu tego wyrazu, tj. dla wszystkich chorych, lecz jest zakładem przeznaczonym do leczenia pewnego rodzaju chorób połączonych z niedostatecznym odżywianiem ustroju i upośledzonym krążeniem krwi, między którymi suchoty płucne pierwsze miejsce zajmują i chorzy tego rodzaju stanowią przynajmniej cztery piąte ogólnej liczby, jak to z wykazu liczebnego zobaczymy; prócz tych bywają chorzy na blednicę, niedokrwistość, zołzy, czyli skrofuły oraz przychodzący do zdrowia po ciężkich, wyniszczających chorobach. [...]
Właściwej pory leczniczej, czyli tak zwanego sezonu, w zakładzie nie ma. Chorzy są leczonymi przez cały rok, lubo najwięcej bywa zwykle od czerwca do września. [...] Görbersdorf jest pierwszym miejscem, gdzie powstał zakład klimatyczno-dietetyczny dla chorych piersiowych.
Dr Hermann Brehmer myśl tę poruszył już w r. 1853, pisząc rozprawę inauguralną. Wówczas zwrócił uwagę na to, że wysoka ciepłota i klimat południowy wcale nie są koniecznymi warunkami do leczenia chorób piersiowych i że nierównie ważniejszą okolicznością jest pewne odpowiednie wzniesienie nad poziom morza. W parę lat później, uznawszy Görbersdorf za miejsce celowi całkiem odpowiadające, założył tamże przytułek dla chorych piersiowych, z początku w małych rozmiarach, który z wolna rozwijając się doszedł do stanu, w jakim go obecnie widzimy, że kilkuset chorych może razem pomieścić. Główny budynek zakładowy powstał w r. 1862. [...]
W r. 1873 było 706 osób (110 Polaków), chorych na piersi 574 (81%), w pierwszym okresie [choroby] 277, w drugim 199, w trzecim 148. Wyleczono z pierwszych 65 (28%>), z drugich - 10 zupełnie, 9 prawie zupełnie; z ostatnich zmarło 14 osób, inne pozostały bez poprawy. W r. 1874 od l stycznia do l listopada było 650 osób (97 Polaków) W tej liczbie 564 chorych na piersi.

Władysław Ściborowski, „Przegląd Lekarski” 1874.

Budynek i taras widokowy Katharinenhöhe w parku Dr Brehmer`a, wydawca: Hermann Adam, ok. 1915 r.

1875

O siedem stacyj od Wrocławia przez Frejburg [Świebodzice] i Alt-Wasser [Stary Zdrój] leży Dittersbach3, gdzie się wysiada i najmuje konie na dalszą drogę. [...] Z prawdziwą przyjemnością odbywa się tę przejażdżkę, trwającą godzinę i kwadrans, po wybornej bitej drodze wijącej się kreto wśród prześlicznej górzystej okolicy. [...] Długa dolina wśród gór śląskich obróconą została na urządzenie zakładu, gdzie nie tylko w lecie do tysiąca osób, lecz nawet w zimie kilkudziesięciu chorych szuka zdrowia, chociaż klimat nie jest tam zbyt łagodny, a śniegi długo nie topnieją. Główne środki lecznicze stanowią przede wszystkim powietrze, mleko i wino a także woda zimna w kształcie kąpiel kroplistych, w najrozmaitszy sposób zastosowywanych do potrzeby chorych. [...]
Dr Sokołowski4, nasz rodak, znany jako człowiek nauki i uprzejmości wielkiej, ciągle jest razem z chorymi, zasiada z nimi do stołu i z niewyczerpaną dobrocią przybywa im zawsze z pomocą. [...] Dwa razy miesięcznie grywa muzyka, wcale nieosobliwa, przybywająca w tym celu z sąsiedniego miasteczka5. Jest także trochę książek i kilka gazet, wyłącznie niemieckich. Szachy, bilard, pianino, wycieczki w góry - oto jedyne przyjemności i rozrywki Görbersdorfu.
Kto szuka wykwintu, blasku, wesołości, niech się tam nie udaje na próżno. Lecz kto chce zaczerpnąć całą piersią cudownego powietrza, napojonego wonią drzew iglastych, polnych kwiatów i łąk, bez najmniejszych odrobin dymu lub kurzu (gdyż wszelkie fabryki wygnane są z tamtej okolicy, a miejscowe prawo najsrożej zabrania kobietom noszenia ogoniastych sukien), kto pragnie wypocząć ciałem i duchem w czarującej samotni i ciszy, tego z pewnością Görbersdorf zadowoli więcej niż każda inna miejscowość. [...]
Jedną z największych niedogodności tego zakładu jest to, że leczenie trwa tam bardzo długo. Widziałam chorych zostających w nim po roku i więcej, lecz za to bardzo wielka ich liczba leczy się radykalnie, osoby wątłe i osłabione nabierają sił i ciała już po kilku tygodniach, a powoli hartują się tak, że im później jesienne i zimowe nie szkodzą chłody.

E. H., „Tygodnik Ilustrowany”, nr 392.

1880

Ciche ustronie Görbersdorfu tworzy kotlinę na północnym schyłku Gór Sudeckich stanowiących granicę między Śląskiem i Czechami. Ponieważ zaś z kotliną tą łączą się od zachodu i południa doliny wąskie i wężykowate, lecz dość obszerne, aby przepuścić przewiew powietrza, przeto Görbersdorf, pomimo zupełnej ochrony od wszelkich silniejszych wiatrów, posiada jednak naturalną wentylację, odświeżającą ciągle powietrze jego.
Położenie Görbersdorfu na 1900 stóp nad powierzchnią morza ochrania tę miejscowość od wszelkich zaraźliwych miazmatów i zbyt ciężkiego powietrza. Choroby płucne i epidemie u miejscowej ludności nigdy nie były znane. Z drugiej znowu strony wysokość ta położenia pozostaje w granicach niezbędnych dla leczenia chorób płucnych, bo znowu nie przyspiesza zbytnio działania serca, jak to bywa w miejscowościach leżących wyżej nad 3000 stóp nad powierzchnią morza. Góry, otaczające Görbersdorf, w wysokości do 1000 stóp nad doliną, a do 3000 stóp nad powierzchnią morza, pokryte są gęstym lasem jodłowym, który nasyca powietrze ozonem, tak ważną rolę odgrywającym w sprawie odnowiania krwi i całego organizmu.
Zakład leczniczy dra Brehmera znajduje się na najdogodniejszym miejscu doliny görbersdorfskiej, u stóp góry Reichmacher6, która jedna tylko spomiędzy otaczających gór wznosi się łagodnie, bez stromych spadków. Wskutek tego można było urządzić na tej pochyłości przepyszne spacery. [...] Trudno w istocie znaleźć miejscowość, która by przedstawiała pod tym względem taką rozmaitość i takie bogactwo, jak park i lasy przy zakładzie dra Brehmera. Spacery te mają razem wzięte przeszło 7 wiorst długości7. [...]
Wśród chorych przebywających w Görbersdorfie znajduje się zawsze liczna kolonia polska. Dlatego jeden z lekarzy zakładu dra Brehmera jest zwykle Polakiem i opiekuje się ze szczególną troskliwością rodakami. Z tego też względu czytelnia zakładu zaopatrzoną jest w pisma polskie, zachowujące łączność chorego z krajem rodzinnym.

S. [Alfred Sokołowski], „Kłosy”, nr 773.

1894

Görbersdorf, 16 czerwca 1894

[...] Od lat kilkudziesięciu istnieje [tu] zakład leczniczy dla chorych piersiowych, który po śmierci sławnego Brehmera obecnie stoi pod kierownictwem sławnego dra Achtermanna. Zakład ten od lat wielu - dzięki stosowanej w nim metodzie leczenia - bardzo korzystne wykazuje rezultaty. Koszta jednakże, które z natury rzeczy są dość znaczne (przeciętnie 200 do 250 marek miesięcznie), sprawiały, że tylko ludzie bardzo zamożni mogli korzystać z dobrodziejstw metody Brehmerowskiej. Od wiosny roku bieżącego zarząd zakładu Brehmerowskiego zaprowadził zmianę, która zdaniem naszym zasługuje na bezwarunkowe uznanie. Obok urządzonej z wielkim komfortem „klasy pierwszej” stworzono bowiem oddział tańszy, tak zwaną „klasę drugą”, do której przyjmuje się chorych po cenach stosunkowo bardzo niskich. Nie jest to - co prawda - żadne sanatorium ludowe, gdyż koszta wynoszą bądź co bądź przeciętnie 145 marek miesięcznie, lecz ludzie średnio zamożni w razie potrzeby innowację tę powitają z szczerą radością.
Leczenie i kontrola lekarska w oddziale tańszym są naturalnie te same co w oddziale pierwszym. Różnica polega na tym, że pacjenci drugiej klasy nie mieszkają w głównym gmachu zakładowym, lecz w przytykających do niego budynkach pobocznych, i że jedzenie w drugiej klasie jest mniej wykwintne niż w pierwszej, pomimo to naturalnie obfite i ściśle zastosowane do przepisów dietetycznych. [...] Nadmieniamy jeszcze, że pierwszym asystentem zakładu jest dr Jaruntowski8, w którym przybywający do Görbersdorfu rodacy cenią nie tylko doskonałego lekarza, lecz także szczerego doradcę i miłego towarzysza.
Piszą nam: W tych dniach obchodził zakład leczniczy Brehmera w Görbersdorfie 40-letni jubileusz swego istnienia. Po dziś dzień stoi mały jednopiętrowy domek, który przed 40 laty tworzył „zakład” Brehmerowski Brehmera, który wtenczas pierwszy wypowiedział zdanie, że gruźlica płuc jest wyleczalną, okrzyczano za szarlatana. Dzisiaj uznają wszystkie powagi lekarskie, że jego metoda leczenia jest jedynie racjonalna. W pierwszym roku miał Brehmer tylko czterech pacjentów, z których dwóch wyzdrowiało.

 „Dziennik Poznański”, nry 137 i 196.

1895

Na Śląsku pruskim o ćwierć mili od granicy Czech [...], o 11 mil na południowy-zachód od Wrocławia, w długiej dolinie ciągnącej się ze wschodu na zachód pomiędzy Górami Olbrzymimi [Karkonoszami] i Orlickimi9 leży w powiecie wałbrzyskim (Waldenburg) nad rzeczką Sztejną [Scinawką]10 urocza wioska Görbersdorf, słynna od lat kilkudziesięciu jako stacja klimatyczna górska dla chorych piersiowych.
Poziom Görbersdorfu jest wzniesiony na 570 metrów nad powierzchnią morza, w pasie, który nauka lekarska nazywa „wolnym od suchot”. Góry otaczające go dosięgają 900 metrów11. Osłaniają one wieś i jej zakłady lecznicze od wiatrów, które dochodzą tu osłabione; stąd panuje w Görbersdorfie cichość powietrza jak rzadko w której dolinie. W każdej porze roku przebywający tu mogą znaleźć ustronie zupełnie wolne od wiatrów dla spędzenia kilku godzin na świeżym powietrzu, obfitującym w ozon i balsamiczny zapach drzew iglastych, pokrywających okoliczne góry. Szarotki i róże alpejskie mile bawią oko. Liczne strumienie przerzynają w różnych kierunkach dolinę Görbersdorfu. Pozakładano tu też stawy zarybione pstrągami i złotymi karpiami. Z gór otaczających Görbersdorf, szczególnie z tzw. Katharinen Höhe [Wzgórze Katarzyny]12, roztacza się prześliczna panorama na całą okolicę i śniegiem pokryte szczyty.
W ogóle przyznać należy, że pod względem leczniczym [...] dotychczas za najskuteczniejszą kurację uważać należy pobyt w takich miejscowościach, jak Meran w Tyrolu, Görbersdorf na Śląsku lub Davos13 w Szwajcarii, na wzór Görbersdorfu urządzony. [...] Sanatorium dra Roemplera, założone w r. 1875, leży prawie bezpośrednio u stóp gór i składa się z odpowiedniej ilości budynków w postaci eleganckich willi. Wodociąg długości 1140 metrów sprowadza z góry, u której stóp leży sanatorium, kryształowo czystą, wprost z porfirowych skał wytryskającą górską wodę źródlaną do elegancko urządzonych kąpielowych pokojów budynku prysznicowego. [...]
Na zajęciach i rozrywkach pacjentom nie zbywa. Sama kuracja, obiady itd. dużą część dnia zajmują, a najbliższe urocze okolice Görbersdorfu nastręczają mnóstwo wycieczek. Samo sanatorium, rozciąga się na 365 morgach gruntu, w tym 115 morgów lasu. Starannie utrzymany park otacza zakład. Aleje parku wysadzone sosnami i kasztanami prowadzą w lekkim, ledwie się odczuć dającym wzniesieniu z dużego, kwiatami ubranego tarasu do lasu sosnowego. [...] Celem kuracji jest, żeby pacjent sam swoją chorobę zwalczyć się starał. Trzeba go przez wzmocnienie organizmu uczynić odpornym. W ten sposób rozwój choroby z początku się zatrzyma, potem stopniowo cierpienie ustępować, a zdrowie wracać zacznie. Przez ciągłą gimnastykę zaatakowane płuca uczą się prawidłowo funkcjonować, świeże górskie powietrze pobudza czynności serca. Do pobudzenia działalności skóry służą prysznice. [...]
Rezultaty kuracji görbersdorfskiej do najpomyślniejszych zaliczyć można. Prawie 75% pacjentów doznaje tam zupełnej lub znacznej ulgi w swych cierpieniach. O Görbersdorfie jako miejscu leczniczym pisali u nas między innymi doktorowie: Dobieszewski, Kowalewski, Zieleniewski i Sokołowski, który przez lat kilka był tam asystentem przy lekarzu naczelnym. Posiadamy też specjalną, wszakże nieco już przestarzałą o nim książeczkę przez H. Kieszczyńskiego (Warszawa 1876)14.

 „Tygodnik Ilustrowany”, nr 38.

Staw w parku Dr Brehmer`a, wydawca: F. Wenzel, ok. 1917 r.

1897

Opinia o tutejszym miejscu leczniczym nie jest zachwycająca i ma w sobie dużo prawdy, gdy się przebiega okiem tylu piersiowo chorych leżących na świeżym powietrzu w parku lub halach na ten cel zbudowanych. Nie sprawia to wesołego wrażenia bez kwestii, ale wrażenie to przy bliższym wżyciu się w stosunki słabnie w miarę, gdy się w części te same osoby widzi swobodne i wesołe wśród wspólnych kolacji i obiadów. Nieraz nawet zadziwi tam niezwykły, kolosalny apetyt tego lub owego świetnie wyglądającego kuracjusza, który po kilkomiesięcznej kuracji zdrów zupełnie niedługo powraca do rodzinnego ogniska. Kto wcześnie, w pierwszym stadium choroby przybędzie do Görbersdorfu, po części odzyskuje siły i zdrowie. Pora tu cudownie działa na gorączkujących i chorych na płuca. Mieszkać tu można nawet zupełnie z dala od chorych w willach z werandami w parku położonych.
Dyrygentem obecnym zakładu w Görbersdorfie jest profesor dr Kobert, znany powszechnie z rozmaitych pism naukowych i odkryć na polu medycznym, a tak zacny i dobry, że chory jak do ojca się przywięzuje, czując w nim powagę nauki i zarazem człowieka, który pragnie nieść ulgę i pomoc nieszczęśliwym. Oprócz tego pięciu lekarzy się tu znajduje. Jeden Polak, dr Izbicki z Podola, który razem z dwoma drugimi kolegami jako dawni uczniowie profesora dr. Roberta z Dorpatu za mistrzem swym tu przybyli i z równym zamiłowaniem i poświęceniem oddają się pracy.
Natura ozdobiła to ciche miejsce kuracyjne swą potężną siłą piękna. Naokoło góry świerkami porosłe, które jak gotyki najpiękniejsze ku górze strzeliły. Około 300 mórg takiego wonnego parku dla chorych, a potem dla turystów najpyszniejsze okoliczne wycieczki, które ku Czechom, Austrii dalej prowadzą.
Dwa oddziały są tu dla chorych, pierwszej i drugiej klasy. Kuracja pierwszych względnie z pomieszkaniem od 240 do 300 marek na miesiąc wynosi, u tych drugich od 130 do 160 marek. Jest projekt utworzenia klasy trzeciej dla zupełnie biednych. Pobyt tu dosyć dużo uczyni, ale zważywszy dobrą i bardzo obfitą i znakomitą opiekę lekarską przyznać trzeba, że wszystko tu jest w porównaniu do innych takich miejscowości bardzo tanio obliczone. [...]
Zakład leczniczy w Görbersdorfie założony został przez dr. Brehmera w r. 1853. Ośm lat dobiega od śmierci przedwczesnej dr. Brehmera, a imię jego najświeższym i świętym wspomnieniem żyje na ustach tutejszych ludzi, którzy dużo dobrego od zmarłego doznali. Co rok otwierają się podwoje grobowca na dzień jego rocznicy śmiertelnej, aby uwieńczyć kwiatami trumnę nieboszczyka, który się w ukochanym swym parku wraz z żoną i jedynym synem pochować kazał. Zakątka tego daleko wśród szumiących świerków szukać potrzeba. Dziwna cisza i spokój tam wieczorem panują. Jedna rzecz tylko zastanawia: brak krzyża.

 „Dziennik Poznański”, nr 133.

 

Andrzej Zieliński, 1983 r.

Andrzej Zieliński, Listy ze śląskich wód, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1983, s. 118-125.
Opracowanie i słowo wstępne: Marcin Flieger, 2016 r.